Challenge 30-32-34
CHALLENGE
30-32-34
Franciszek
Żwirko, Stanisław Wigura, Jerzy Bajan, Gustaw Pokrzywka - wielu z nas
słyszało już gdzieś te nazwiska, w wielu miastach są też ulice noszące ich
imiona. Starsi ludzie wiedzą, że byli to ludzie związani z sukcesami polskiego
lotnictwa w okresie międzywojennym. Młodsi często nie mają pojęcia o tym, czego
ci wspaniali ludzie dokonali. Dlatego warto przypomnieć ich niesamowite dokonania.
W gorącym okresie po rewolucji lutowej i obale-niu caratu,
już w czerwcu 1917 roku w Piotrogrodzie powstał Naczelny Polski Komitet Wojskowy (Naczpol), który mianował generała Dowbór-Muśnickiego dowódcą
utworzonego w ostatnich dniach lipca 1917 roku I Korpusu Polskiego w Rosji. Franciszek
Żwirko zgłosił
się do tego tworzącego się korpusu polskiego.
Po Przewrocie bolszewickim (rewolucji październikowej) Dowbor-Muśnicki
ogłosił neutralność Korpusu wobec walk wewnętrznych w Rosji. Jednak kiedy I
Korpus został zaatakowany przez oddziały Gwardii Czerwonej na początku lutego
1918 roku, przystąpił do walki, odniósł kilka zwycięstw, zdobył Bobrujsk,
po czym Korpus osadził się w tamtejszej twierdzy.
Po pokoju brzeskim wojska niemieckie
okupowały zachodnie gubernie państwa rosyjskiego, otaczając także zajęty przez
Polaków Bobrujsk. Niemcy zażądali kapitulacji i rozbrojenia oddziałów polskich.
Generał Dowbor-Muśnicki zwrócił się wtedy o pomoc do Rady Regencyjnej, próbując jej podporząd-kować korpus. Kiedy nie otrzymał
poparcia Rady Regencyjnej zmuszony został do złożenia broni. Część rozbrojonych
żołnierzy Korpusu dotarła do okupowanego przez państwa centralne Królestwa Polskiego, część, w tym także
Franciszek Żwirko, w sierpniu 1918 roku wstąpił do rosyjskiej "białej" Armii Ochotniczej
generała Denikina, walcząc w rosyjskiej wojnie domowej.
Anton Denikin miał wiele do zawdzięczenia żołnierzom I Korpusu
Polskiego. Gdyby nie oni losy generała Denikina i losy Rosji mogły potoczyć się
zupełnie inaczej. We wrześniu 1917 roku, za udzielenie
poparcia tak zwanemu puczowi Korniłowa, Denikin został aresztowany i
osadzony w więzieniu w Berdyczowie.
Po jakimś czasie został przeniesiony do Bychowa,
gdzie przebywali też inni generałowie aresztowani w związku ze sprawą.
Po przewrocie bolszewickim (rewolucji październikowej) został
uwolniony przez żołnierzy I Korpusu Polskiego, stanowiących straż
twierdzy, którzy zaopatrzyli go też w fałszywe dokumenty na nazwisko polskiego
oficera. Dzięki temu Denikin mógł udać się do Nowoczerkaska,
gdzie trwało formowanie antybolszewickiej Armii Ochotniczej.
We wrześniu 1921 roku udało mu się przedostać przez granicę do Polski. Natychmiast zgłosił się do
służby w polskim lotnictwie. Od 19 lipca 1922 roku służył w 1 Pułku Lotniczym w Warszawie.
W listopadzie 1923 roku ukończył Szkołę Pilotów w Bydgoszczy, a następnie w 1924 roku Wyższą Szkołę Pilotów w Grudziądzu. Po tych studiach rozpoczął służbę jako pilot w 18 Eskadrze Myśliwskiej 1 Pułku, w stopniu porucznika pilota. Przejściowo w 1925 roku został oddelegowany do szkoły lotniczej w Bydgoszczy jako instruktor.
Lotnictwo było jego
pracą i pasją. Nie tylko lotnictwo wojskowe, lecz także cywilne; zainteresował
go sport lotniczy, w którym zaczął brać aktywny udział. Odznaczył się na tym
polu jako świetny i opano-wany pilot. Już w 1925 roku, w Pierwszym Pomorskim
Locie Okrężnym zajął 4 miejsce na 18 załóg. W 1926 roku
jako jeden z pierwszych zainicjował loty nocne w polskim lotnictwie wojskowym,
dokonując nocnego rajdu nad Polską.
28 sierpnia 1927 roku w
międzynarodowych zawodach, w Pierwszym Locie Małej Ententy i Polski, które odbyły się w Jugosławii, lecąc
z kapitanem Władysławem Popielem na samolocie Breguet 19,
zajął 2 miejsce w klasyfikacji ogólnej, a pierwsze w locie okrężnym. W zawodach
brało udział 14 załóg.
Od 1928 roku służył w 111 Eskadrze Myśliwskiej,
lecz na początku 1929 roku,
zachowując formalnie przydział do 1 Pułku Lotniczego, został oficerem
łącznikowym przy Aeroklubie Akademickim w Warszawie. Objęcie funkcji oficera
łącznikowego przy Aeroklubie Akademickim, tworzonym przez młodych
konstruktorów-zapaleńców, spowodowało wzrost aktywności Żwirki w sporcie
lotniczym. Szczególnie zaprzyjaźnił się z młodym inżynierem Stanisławem Wigurą. W tym momencie dalsze losy
Franciszka Żwirki splotły się nierozerwalnie z postacią drugiego bohatera tej
opowieści, czyli ze Stanisławem Wigurą.
Stanisław Wigura urodził się w Warszawie 9 kwietnia 1901 roku. Od wczesnej młodości interesował się techniką i
lotnictwem, był aktywnym harcerzem 2 Warszawskiej Drużyny Harcerskiej. W 1920 roku,
podczas wojny polsko-bolszewickiej,
służył ochotniczo w 8 pułku artylerii polowej.
Po wojnie powrócił do nauki. W 1922 roku
ukończył Gimnazjum im. Jana Zamoyskiego w Warszawie i rozpoczął
studia na Wydziale Mechanicznym Politechniki Warszewskiej.
Był jednym z założycieli Sekcji Lotniczej Koła Mechaników
Studentów Politechniki Warszawskiej, w której spotkał m.in. Stanisława Rogalskiego i Jerzego Drzewieckiego.
W grudniu 1925 roku grupa
studentów stworzyła warsztaty Sekcji Lotniczej, w których budowali własne
samoloty. W 1926 roku Wigura i Rogalski opracowali projekt
swego pierwszego samolotu WR-1 (nazwa pochodziła od ich inicjałów), a w
następnym roku zbudowali go w oparciu o swój projekt.
W tym samym, 1927 roku
trójka konstruktorów: Rogalski, Wigura i Drzewiecki podjęła stałą współpracę,
zakładając zespół konstrukcyjny RWD, nazwany
tak od inicjałów jego założycieli. W zespole tym Wigura odpowiedzialny był
przede wszystkim za obliczenia konstrukcji. W 1928 roku
zbudowali pierwszy samolot sportowy RWD-1,
wyróżniony za oryginalną konstrukcję (powstał tylko jeden egzemplarz).
W 1929 roku Wigura ukończył Politechnikę, uzyskując dyplom inżyniera-mechanika. W tym
samym roku uzyskał także dyplom pilota sportowego w Aeroklubie Akademickim.
Zespół RWD zaczął konstruować coraz bardziej udane samoloty -
sportowy RWD-2 z 1929 roku zbudowano w liczbie 4 sztuk, a
jego rozwinięcie RWD-4 z 1930
roku - w liczbie 9 sztuk. Samoloty te były aktywnie używane w polskim sporcie
lotniczym początku lat trzydziestych i odnosiły znaczące sukcesy.
W tym czasie Wigura
zaczął też brać udział w sporcie lotniczym. Wielki wpływ miała na to jego
przyjaźń ze starszym o 6 lat, znanym nam już porucznikiem pilotem Franciszkiem Żwirką, który w 1929 roku został przez władze wojskowe oddelegowany na stanowisko
oficera łącznikowego przy Aeroklubie Akademickim.
Od tej pory w większości
zawodów sportowych Wigura najczęściej latał w załodze z Franciszkiem Żwirką.
Między 9 sierpnia a 6 września 1929 roku
dokonali oni samotnego lotu okrężnego wokół Europy, na trasie Warszawa-Frankfurt- Paryż- Barcelona-Marsylia-Mediolan-Warszawa,
długości prawie 5000 km, lecąc na pierwszym egzemplarzu lekkiego samolotu RWD-2.
6 października, również na RWD-2,
zwyciężyli w I Locie Południowo-Zachodniej Polski.
16 października Żwirko ustanowił z Antonik Kocjanem na RWD-2 międzynarodowy rekord FAI wysokości lotu osiągając pułap 4004 m w klasie samolotów o ciężarze własnym do
280 kg. Uzyskali wtedy pierwszy rekord lotniczy dla Polski.
W 1929 roku zorganizowano
w Europie pierwsze międzynarodowe zawody, znane jako Challenge International de
Tourisme. Zorganizowano je w Paryżu w
dniach 4-16 sierpnia 1929 roku. Zawody
składały się z dwóch osobno punktowanych konkurencji: prób technicznych
samolotów oraz lotu okrężnego wokół Europy. W zawodach wzięły udział ekipy z 6
państw i 55 samolotów. Polacy w tych zawodach jeszcze nie wzięli udziału, ale
polscy piloci i inżynierowie bardzo się nimi zainteresowali.
Po locie okrężnym, 16 sierpnia nastąpiło
zamknięcie zawodów i podsumowanie punktów. Zwycięstwo w
zawodach Challenge 1929 odniósł niemiecki pilot Fritz Morzik na
samolocie BFW M.23b i z tego tytułu organizację kolejnych zawodów Challenge 1930 powierzono zwycięzcom, czyli Niemcom.
Kolejne zawody, Challenge
1930, odbyły się w dniach 18 lipca - 8 sierpnia 1930 roku w Berlinie.
Obejmowały one lot okrężny wokół Europy o długości 7560 km,
przez Niemcy, Francję, Wielką Brytanię, Hiszpanię, Szwajcarię, Austrię,
Czechosłowację i Polskę oraz próby techniczne samolotów.
W zawodach brało udział wielu znanych pilotów. W ekipie
niemieckiej startowali między innymi Fritz Morzik (zwycięzca
poprzedniego Challenge), Reinhold Poss i Robert Lusser, w ekipie brytyjskiej Hubert Broad (zdobywca
2 miejsca w 1929 roku) i Kanadyjczyk John Carberry (3 miejsce w
1929). W ekipie brytyjskiej startowały także dwie znane pilotki: Miss Winifred Spooner i Lady Mary Bailey,
będące jedynymi kobietami w zawodach. W ekipie hiszpańskiej leciał książę Antonio Habsburg-Bourbon.
Samoloty brały udział w konkurencjach z załogami dwuosobowymi:
pilot i mechanik lub pasażer.
Tym razem Aeroklub
Rzeczypospolitej Polskiej postanowił wystawić swe załogi, w dodatku była to
druga co do liczebności ekipa i do tego używająca samolotów polskiej
konstrukcji. Była to też pierwsza prezentacja lotnictwa polskiego w poważnych
zawodach międzynarodowych. Polscy piloci mieli znacznie mniejsze doświadczenie
w zawodach tego typu, jedynie Franciszek Żwirko i Bolesław Orliński byli znani z dłuższych
przelotów. Wśród polskich samolotów było siedem górnopłatów (po trzy RWD-2 i RWD-4 i jeden PWS-52),
trzy dwupłaty (dwa PZL.5 i jeden PWS-8) oraz
dolnopłat PWS-51 i
średniopłat PWS-50.
Wszystkie samoloty, oprócz RWD-2, były wprawdzie skonstruowane
specjalnie na zawody Challenge (przy tym samoloty PWS istniały zaledwie w
pojedynczych egzemplarzach), lecz ich konstrukcje prezentowały umiarkowany
poziom techniczny, niedostosowany dobrze do specyfiki zawodów. Wszystkie,
poza PWS-52,
miały odkryte kabiny załogi.
Zawody zakończyły się
zwycięstwem zawodników i samolotów niemieckich. Zwycięzcą, po raz kolejny,
okazał się Fritz Morzik i samolot BFWM.23c, drugim był Reinhold Poss a trzecim
Oskar Notz - obaj na samolotach Klemm L.25E.
Z polskich załóg, Stanislaw Płonczyński (RWD-2)
ukończył zawody na 19 miejscu, Edward Więckowski (RWD-2) na 21 miejscu, Jerzy Bajan (RWD-4)
na 32 miejscu, a na 33 miejscu Ignacy Giedgowd (na PZL-5).
Żwirko z Wigurą, na samolocie RWD-4, po pechowym, przymusowym
lądowaniu w Hiszpanii musieli 25 lipca wycofać się z zawodów na skutek awarii
silnika.
Kolejne zawody Challenge postanowiono zorganizować dopiero za dwa
lata, opracowując nowy regulamin i dając czas aeroklubom na przygotowanie
nowych samolotów, specjalnie przystosowanych do wymagań tak trudnych zawodów.
Większość państw, w tym Polska, na kolejne zawody Challenge 1932 opracowała już specjalne samoloty zawodnicze, znacznie
odbiegające poziomem technicznym od wcześniejszych konstrukcji z 1930 roku.
Mimo nieudanego występu w
Challenge’u 1930, Żwirko i Wigura doskonalili swoje umiejętności biorąc udział
w kolejnych zawodach o nieco mniejszej randze.
7 września 1930 roku na RWD-2 ponownie zwyciężyli w II Locie Południowo-Zachodniej Polski, do tego na
przełomie września i października na RWD-4 zwyciężyli w III Krajowym Konkursie Awionetek, a w następnym roku, na przełomie
września i października 1931 roku,
na prototypie RWD-5 -
zwyciężyli w IV Krajowym Konkursie Samolotów Turystycznych.
7 sierpnia 1931 roku
Żwirko i Stanisław Prauss podjęli próbę
pobicia rekordu wysokości lotu samolotem RWD-7,
uzyskując pułap 5996 metrów, lecz federacja FAI nie
uznała tego rekordu z powodu niestandardowych przyrządów pomiarowych.
22 grudnia 1931 roku Żwirko został przeniesiony ze stanowiska przy
aeroklubie na stanowisko dowódcy eskadry szkolnej Centrum Wyszkolenia Oficerów
Lotnictwa w Dęblinie.
W kwietniu 1932 roku
Franciszek Żwirko został zakwalifikowany przez komisję Aeroklubu
Rzeczypospolitej Polskiej do reprezento-wania Polski w zbliżających się
międzynarodowych zawodach samolotów turystycznych Challenge 1932. Jako
drugiego członka załogi wybrał, oczywiście, Stanisława Wigurę.
Międzynarodowe Zawody Samolotów Turystycznych w 1932 roku, znane
pod francuską nazwą Challenge International de Tourisme,
organizowane były już po raz trzeci. Odbyły się w dniach 12–28 sierpnia 1932
roku w Berlinie.
Organizatorem zawodów był Aeroklub Niemiec, ponieważ to niemiecki
zawodnik Fritz Morzik zwy-ciężył w poprzednich
zawodach Challenge w 1930 roku.
Zawody były trudną
imprezą specjalistyczną, stawiającą wysokie wymagania sprzętowi oraz wymagającą
wysokiego poziomu wyszkolenia pilotów. Dlatego, aby dać szansę na przygotowanie
nowych konstrukcji, odstęp między kolejnymi zawodami zwiększono do dwóch lat.
Zawody obejmowały ocenę techniczną samolotów, konkurencje
techniczne, próbę prędkości minimalnej i maksymalnej oraz lot okrężny wokół
Europy, długości 7363,2 km przez Niemcy, Polskę, Czechosłowację, Austrię,
Jugosławię, Włochy, Szwajcarię, Francję, Holandię, Danię i Szwecję.
W zawodach wzięły udział
ekipy z 6 państw: Niemiec (16 załóg), Francji (8
załóg), Polski (5
załóg), Szwajcarii (2
załogi), Włoch (8
załóg) i Czechosłowacji (4 załogi).
W polskiej ekipie pilotami byli: Bolesław Orliński, Ignacy Giedgowd i Jerzy Bajan (na samolotach PZL-19) oraz Tadeusz Karpiński i Franciszek Żwirko (na RWD-6). Ze Żwirką, jako mechanik, miał lecieć współkonstruktor
samolotu, inżynier Stanisław Wigura.
Ze zgłoszonych 67 samolotów i załóg ostatecznie tylko 43
przystąpiło do zawodów. Najliczniejszy był zespół niemiecki, wyposażony w
większości w nowoczesne samoloty zawodnicze dwóch typów: Heinkel He 64 i Klemm Kl 32.
Po raz trzeci w zawodach wystartowali Niemcy: Fritz Morzik, Reinhold Poss i
Robert Lusser,
Samoloty startowały z załogami dwuosobowymi: pilot i mechanik.
Wszystkie samoloty biorące udział w zawodach były jednosilnikowe, ze
stałym podwoziem, w większości dwumiejscowe,
rzadziej trzymiejscowe. Tylko dwa samoloty były dwupłatami,
pozostałe były dolnopłatami lub górnopłatami. Wszystkie samoloty były
nominalnie maszynami turystycznymi, nowoczesnymi samolotami sportowymi.
Większość samolotów miała silniki o mocy 120–160 KM, prawie wszystkie samoloty posiadały
metalowe śmigła o zmiennym skoku oraz możliwość regulacji sterów wysokości
podczas lotu.
Po debiucie polskich pilotów w zawodach Challenge w 1930
roku, startujących w dodatku na samolotach polskiej konstrukcji, udział Polski
w kolejnych zawodach stał się sprawą ogólnonarodową, w którą zaangażował się
szereg instytucji państwowych.
Specjalnie dla celów
zawodów opracowano w Polsce dwa typy samolotów: RWD-6 i PZL.19.
W pewnym momencie udział Polski w zawodach został zagrożony z powodu trudności
budżetowych państwa. Ostatecznie Aeroklub RP zaciągnął
pożyczkę na wpisowe, a Departament Lotnictwa Cywilnego Ministerstwa Komunikacji
zamówił budowę dwóch samolotów zawodniczych w zakładach PZL i dwóch w DWL (RWD). W
zbiórkę środków finansowych zaangażowało się społeczeństwo, pracownicy PLL Lot ufundowali ze swoich składek
budowę piątego samolotu.
Zawody rozpoczęły się od komisyjnego ważenia samolotów i oceny
technicznej samolotów. Punktowane były takie cechy, jak widoczność z kabiny dla
pilota i pasażera, komfort kabiny (regulacja siedzeń, wygoda, ergonomia itp.),
dobre rozmieszczenie przyrządów, zakryta kabina załogi, miejsca załogi obok
siebie, posiadanie trzeciego wygodnego miejsca, podwójny zestaw sterownic.
Premiowane były też rozwiązania zwiększające bezpieczeństwo.
Jako pierwsza z konkurencji
technicznych przeprowadzona została próba prędkości minimalnej, następnie
prowadzone były próby krótkiego startu. Konkurencja ta polegała na tym, że
startując z wybranego miejsca, należało przelecieć samolotem nad bramką o
8-metrowej wysokości, połączoną linką z chorągiewkami. Sześciu zawodników nie
zdało tej próby zrywając linkę.
Po próbach krótkiego
startu, prowadzone były próby krótkiego lądowania znad bramki, będące
odwrotnością poprzedniego zadania. Po przelocie nad 8-metrową bramką należało
wylądować i zatrzymać samolot jak najbliżej bramki. W przypadku niektórych
zawodników chęć osiągnięcia dobrego wyniku, wiążąca się z twardym lądowaniem
tuż za bramką, prowadziła do uszkodzeń i pęknięć podwozia lub innych elementów
konstrukcji samolotów, lecz dopuszczalna była ich naprawa w regulaminowym
czasie.
W międzyczasie
prowadzona była próba składania i rozkładania skrzydeł, mająca na celu
premiowanie samolotów zajmujących mniejszą powierzchnię do hangarowania lub
nadających się do holowania przez samochód bez daleko idącego demontażu.
Wymagała ona odpowiedniej konstrukcji samolotu, a także sprawności obu członków
załogi. Po złożeniu skrzydeł samolot musiał być przeciągnięty przez bramkę
3,5 × 3,5 metra, po czym ponownie rozłożony. Za złożenie i
rozłożenie skrzydeł w czasie poniżej 1 minuty zawodnik otrzymywał maksimum
punktów, w czasie do 3 lub 4 minut – odpowiednio mniej. Za niewykonanie próby w
czasie 30 minut lub brak składanych skrzydeł naliczano punkty karne.
Tego samego dnia
prowadzona była też próba szybkości rozruchu silnika. Punktowano także sposób
rozruchu (rozrusznik elektryczny,
rozrusznik mechaniczny z wewnątrz samolotu, rozrusznik mechaniczny na zewnątrz
samolotu). Po tych konkurencjach technicznych w klasyfikacji ogólnej dominowali
Polacy na RWD-6 i ekipa włoska. Prowadzili ex aequo Franciszek Żwirko
i Ambrogio Colombo.
Po zakończeniu pierwszej
serii prób i po dniu odpoczynku, odbyła się próba zużycia paliwa, prowadzona na
trójkątnej trasie długości 300 km. Najlepszy był Niemiec Otto Cuno,
spalając 6,75 kg paliwa na 100 km. Po wszystkich próbach technicznych
prowadził Ambrogio Colombo, Franciszek Żwirko był drugi.
Kolejnym, najbardziej
męczącym etapem zawodów był lot okrężny o długości 7363,2 km. Najdłuższym
odcinkiem był pierwszy: Berlin – Warszawa (518 km), najkrótszym: Brno –
Wiedeń (106,4 km). Nad punktami kontrolnymi zawodnicy mieli tylko zrzucać
meldunki.
Cała trasa lotu podzielona była na trzy duże etapy, które należało
pokonać w wyznaczonym czasie: Berlin – Rzym (2497,4 km), Rzym – Paryż
(2464 km) i po dniu odpoczynku Paryż – Berlin (2401,2 km). Około 2/3
trasy przebiegało nad górami.
Zawodnicy musieli spędzać noce tylko na lotniskach etapowych – za
noce poza lotniskiem etapowym odejmowano punkty. Za trzecią noc poza lotniskiem
zawodnik był dyskwalifikowany. Do tego na lotnisku etapowym należało wylądować
przed godziną jego zamknięcia. Dopuszczalne naprawy samolotów ograniczono do
minimum i musiały być one dokonywane pod nadzorem Komisji Sportowej.
Lot okrężny rozpoczął
się startem w niedzielę 21 sierpnia z lotniska Tempelhof w Berlinie.
Samoloty startowały w grupach po pięć w wylosowanej kolejności, podczas dobrej,
słonecznej pogody. Pierwszego dnia większość zawodników osiągnęła Wiedeń lub Zagrzeb,
natomiast Włoch, Colombo i czterech najszybszych Niemców pokonali prawie cały,
duży etap,
dolatując aż do Vicenzy. Żwirko i Karpiński nocowali w Wiedniu.
Następnego dnia zawodnicy osiągnęli Rzym.
Zdarzało się wiele wypadków, m.in. Francuz George Lebeau na
Farmanie F.350, na skutek awarii silnika wodował przymusowo w rzece Piawie koło Vicenzy,
ale wraz z mechanikiem zdołał dopłynąć do brzegu.
Czech Karel Mareš uszkodził poważnie swój samolot BH-111, który
„stanął na nosie” podczas przymusowego lądowania po awarii silnika koło Padwy, przed Rimini.
Drugi etap prowadził z Rzymu do Paryża. Mimo walorów
krajobrazowych, etap ten był najtrudniejszy z powodu przelotów nad górami.
Najgorszy był 404-kilometrowy odcinek nad Alpami pomiędzy Lyonem a St. Gallen.
W dodatku pogoda tego dnia była gorsza i już za Florencją załogi
wleciały w mgłę.
Tego dnia doszło do dwóch wypadków włoskich samolotów Breda 33.
Nad punktem kontrolnym w Albendze złamało się skrzydło w samolocie Vittorio
Sustera. Pilot zdołał wylądować na spadochronie, lecz mechanik Muratori,
którego spadochron zaczepił o samolot, zginął.
Z kolei w samolocie innego Włocha skrzydła zaczęły drgać przed
lotniskiem w Cannes,
po czym złamały się po wylądowaniu. Przyczyną była słaba konstrukcja skrzydeł
tych samolotów. Pozostali włoscy zawodnicy dolecieli tego dnia do Lyonu, lecz
następnego dnia, w trosce o bezpieczeństwo zawodników, włoska ekipa została
wycofana z dalszych zawodów przez włoskiego ministra lotnictwa. Najwięcej
stracił na tym Colombo, który po próbach technicznych zajmował pierwsze miejsce
i miał realne szanse na zwycięstwo w zawodach.
Spośród zawodników z czołówki rajdu tylko Hans Seidemann, jako
jedyny, doleciał jeszcze tego samego dnia, 23 sierpnia, z Rzymu do Paryża, z
prędkością średnią 235 km/h, lądując tam o 19.50, na 10 minut przed
zamknięciem lotniska Orly.
Kilku innych pilotów doleciało do Stuttgartu a polscy zawodnicy z powodu trudnych warunków atmosferycznych nad Alpami
nocowali tego dnia w Lyonie.
Następnego dnia pogoda nad Alpami jeszcze się pogorszyła, na
trasie była mgła i burza, więc Żwirko i Karpiński startujący z Lyonu, musieli
lecieć nisko i nadkładać drogi. Na dalszej trasie panowała jednak już dobra
pogoda, umożliwiająca nadrobienie straconego czasu. Żwirko miał na tym etapie
problemy z silnikiem, w którym działał tylko jeden z dwóch iskrowników, lecz
zdołał dotrzeć do Paryża, w którym zepsuty iskrownik został wymieniony.
Do Paryża doleciało tylko 25 załóg.
Po dniu odpoczynku, 26 sierpnia rozpoczął się ostatni duży etap
lotu, który obejmował lot z Paryża nad morze, następnie przez Kopenhagę do
Szwecji i z powrotem przez Hamburg do Berlina. Na tym etapie już nikt nie
odpadł. Jeszcze tego samego dnia metę w Berlinie osiągnęli najszybsi. Byli to
Niemcy: Hans Seidemann (o 18.36), Walter Marienfeld (o 19.19) i Dietrich von Massenbach
(o 19.33).
Inni zawodnicy po powrocie ze Szwecji dotarli w tym dniu powtórnie
do Hamburga.
Żwirko, Karpiński i Giedgowd dotarli tego dnia z powrotem do Kopenhagi.
Następnego dnia, 27 sierpnia, lotnisko Staaken w Berlinie
osiągnęli pozostali zawodnicy, przylatujący grupami z poszczególnych lotnisk.
Pierwszy tego dnia na mecie był Werner Junck o 7.14, Franciszek Żwirko
przyleciał o 13.00.
Najszybszym zawodnikiem na całej trasie okazał się Niemiec Hans
Seidemann, z prędkością przelotową 213 km/h, za nim było jeszcze pięciu
innych Niemców. Najlepszy z Polaków, Franciszek Żwirko uzyskał dobry wynik
punktowy, przy średniej prędkości przelotowej 191 km/h.
Po próbach technicznych i locie okrężnym, w klasyfikacji
generalnej prowadził Franciszek Żwirko (RWD-6), za nim byli Reinhold Poss, Wolf
Hirth i Szwajcar Robert Fretz – wszyscy na samolotach Klemm Kl 32.
Nieco więcej punktów do lidera tracili zawodnicy F. Morzik i W.
Stein latający na Heinklach He 64, którzy mieli jednak największe szanse w
następnej próbie - prędkości maksymalnej.
Różnice punktów w czołówce były na tyle niewielkie, że o zmianie
zwycięzcy mogła zdecydować ta ostatnia próba - próba prędkości maksymalnej.
Próba odbyła się w niedzielę 28 sierpnia. Polegała na wyścigu
lotniczym na trasie o długości 300 km, w kształcie trójkąta o
wierzchołkach Berlin – Frankfurt nad Odrą – Doberlug. Była to ta sama trasa, na której
odbywała się wcześniej próba zużycia paliwa.
Start miał miejsce z lotniska Staaken, po czym samoloty
przelatywały nad lotniskiem Tempelhof i kierowały się nad Frankfurt. Meta
znajdowała się na lotnisku Tempelhof, gdzie zgromadzona była też publiczność.
Do próby wystartowało jedynie 19 samolotów, ponieważ pozostali piloci, już bez
szansy na poprawę pozycji, zrezygnowali z próby prędkości.
Samoloty startowały w
tej próbie w kolejności wynikającej z dotychczasowej klasyfikacji, przy czym
dalsze samoloty startowały z odpowiednio wyliczonym opóźnieniem w stosunku do
lidera. Franciszek Żwirko wystartował jako pierwszy o godzinie 15.15, Reinhold
Poss 5 minut za nim, Wolf Hirth 6 minut, Robert Fretz 8 minut a Fritz Morzik 11
minut za nim, o 15.26 .
Z dalszych polskich zawodników, Bajan wystartował o 15.40,
Karpiński o 15.41, Giedgowd o 15.44.
Publiczność czekająca na
lotnisku Tempelhof, której czas umilała orkiestra grająca marsze wojskowe,
otrzymywała komunikaty z poszczególnych punktów kontrolnych. Reinhold Poss
nadrabiał stratę do lidera w wolnym tempie, ale Hirth nad punktem kontrolnym
Doberlug odrobił około 3 minut straty, wyprzedzając Possa. Fritz Morzik
nadrobił jeszcze więcej - około 6 minut.
Jednak umiejętności
Żwirki i silnik jego samolotu nie zawiodły, i to on przekroczył metę jako
pierwszy o 16.42'01". Pomimo mniejszej prędkości rozwiniętej przez RWD-6,
Niemcy nie zdołali go prześcignąć na takim dystansie, chociaż Morzik minął metę
tylko 83 sekundy za RWD - był najszybszym w tej próbie - osiągnął prędkość
241,3 km/h. Poss ukończył wyścig 2 i pół minuty za RWD Żwirki i Wigury.
Niewątpliwego pecha miał
Wolf Hirth, który dzięki mocnemu silnikowi V8 konstrukcji swojego brata Helmuta
Hirtha był jednym z możliwych pretendentów do zwycięstwa, lecz musiał
przymusowo lądować 2 km przed metą na skutek pęknięcia przewodu paliwa.
Najbliższy konkurent Żwirki, Reinhold Poss na samolocie Klemm 32 zajął 7
miejsce.
Najszybszym z Polaków był Tadeusz Karpiński na 8 miejscu.
Franciszek Żwirko zajął w tej próbie 13 miejsce z prędkością 214,1 km/h. Na
próbie prędkości najwięcej skorzystali piloci Heinkli, znacząco poprawiając swoje pozycje
(szczególnie F. Morzik).
Po próbie prędkości, 28 sierpnia nastąpiło zamknięcie zawodów i
ogłoszenie końcowych wyników. Zwycięstwo w zawodach Challenge 1932
odniosła polska załoga: pilot Franciszek Żwirko i mechanik Stanisław Wigura na samolocie RWD-6, z wynikiem 461
punktów.
To wielkie
zwycięstwo było nie tylko zasługą pilota, ale i polskich konstruktorów, który
zaprojektowali samolot o wysokich walorach technicznych i dobrze zbalansowanych
osiągach, w najlepszym stopniu dostosowanych do wymagań konkursu. Osiągnięcie
to było tym większe, że w Polsce dopiero od kilku lat projektowano samoloty,
zwłaszcza młody był zespół RWD (Rogalski, Wigura i Drzewiecki).
Zwycięstwo Żwirki zostało przyjęte w Polsce z wielkim entuzjazmem
i uznawane jest za punkt zwrotny w historii polskiego lotnictwa sportowego.
Polskie lotnictwo zyskało poważanie i uznanie na świecie. Polska załoga Żwirko
i Wigura wygrała przecież z uważanymi za faworytów załogami niemieckimi oraz z
reprezentacjami pozostałych europejskich potęg lotniczych.
To na pamiątkę tego wydarzenia Święto Lotnictwa Polskiego obchodzone jest w dniu 28 sierpnia.
Drugie i trzecie miejsce zajęli Niemcy Reinhold Poss (samolot
Klemm Kl 32 V) i Fritz Morzik (samolot Heinkel He 64c).
Dziewiąte miejsce zajął Tadeusz Karpiński na RWD-6, 11 miejsce – Jerzy Bajan na samolocie PZL.19, a
18 miejsce Ignacy Giedgowd także na PZL.19.
Zawody ukończyły jedynie 24 załogi z 43 startujących, z tego 12
niemieckich, 4 polskie, 4 francuskie, 3 czechosłowackie i 1 szwajcarska.
Za pierwsze miejsce
wyznaczona była nagroda 100 000 franków francuskich, za drugie – 50 000
franków, za trzecie – 25 000 franków, za czwarte – 13 000 franków i
za miejsca od piątego do dwudziestego – po 7000 franków. Poszczególne aerokluby
i inne organizacje ufundowały też inne nagrody.
Dla upamiętnienia
sukcesu Żwirki i Wigury, w dniu 15 kwietnia 1933 roku Poczta Polska wydrukowała
znaczek pocztowy, prezentowany na pierwszej stronie, przedstawiający zwycięzców
zawodów oraz samolot RWD-6. Projektantem
znaczka był R. Kleczewski, staloryt wykonał W. Vacek. Nakład wyniósł 10
milionów sztuk. Znaczki te wycofano z obiegu 1 czerwca 1936 roku.
Zawody Challenge przyczyniły się do dalszego rozwoju
lotniczej myśli technicznej. Samoloty budowane specjalnie na zawody odznaczały
się wysokim poziomem technicznym. Dalszy rozwój udanych konstrukcji doprowadził
do powstawania coraz bardziej zaawansowanych samolotów, budowanych także z
myślą o na kolejnych zawodach - Challenge 1934, które, z uwagi na zwycięstwo Polaków, miały zostać
zorganizowane w Warszawie, przez Aeroklub Rzeczypospolitej Polskiej.
Niestety, zwycięzcom Challenge
1932 roku nie było dane długo cieszyć się swym sukcesem.
Niecały miesiąc po zwycięskich zawodach, 11 września 1932 roku,
podróżując na zlot lotniczy do Pragi, Franciszek Żwirko wraz ze Stanisławem Wigurą zginęli w
katastrofie lotniczej, do której doszło podczas silnej burzy, w lesie pod Cierlickiem Górnym koło Cieszyna, na Śląsku Cieszyńskim, już na terenie Czechosłowacji. Przyczyną wypadku
było oderwanie się skrzydła samolotu RWD-6 podczas szalejącej burzy. Miejsce to znane jest obecnie jako "Żwirkowisko". Obaj zostali
pochowani w Alei Zasłużonych na Cmentarzu Powązkowskim w
Warszawie, natomiast w Těrlicku (Cierlicku) znajduje się ich symboliczny grób oraz
pomnik.
Nad zwycięzcami Challenge’u 1932 wisiało jakieś fatum. Wielki konkurent
Franciszka Żwirki, Reinhold Poss także zginął w wypadku
lotniczym, w 1933 roku.
oblatany w sierpniu tego roku przez konstruktora Jerzego Drzewieckiego na Okęciu, przyniósł polskiemu lotnictwu kolejne sukcesy. Był to dwumiejscowy samolot turystyczny i sportowy, górnopłat konstrukcji
mieszanej. Kadłub kratownicowy, spawany z rur stalowych
pokryty był płótnem.
Płat konstrukcji drewnianej, kryty płótnem i sklejką. Skrzydło, czyli płat miał kształt trapezowy, niedzielony. Kabina dwuosobowa, zakryta, przeszklona. Miejsca w układzie tandem, zaopatrzone w podwójne przyrządy do sterowania, dwoje drzwi z prawej strony kadłuba. Zbiorniki paliwa w płacie. Podwozie samolotu klasyczne, stałe, koła z amortyzatorami, osłonięte owiewkami, z tyłu płoza ogonowa. Samolot wyposażony był w silnik de Havilland Gipsy Major o mocy startowej 130 KM (96 kW), usytuowany w nosie kadłuba, osłonięty blachą aluminiową. Śmigło dwułopatowe drewniane stałe.
Jeszcze w sierpniu 1931 roku prototyp zajął 1 miejsce w III Locie Południowo-Zachodniej Polski, a we wrześniu, pilotowany przez
żyjącego jeszcze wtedy Franciszka Żwirko ze Stanisławem Wigurą, zajął pierwsze miejsce w IV
Krajowym Konkursie Samolotów Turystycznych.
W marcu 1933 oblatano
specjalny jednomiejscowy wariant rekordowy RWD-5, oznaczony RWD-5bis, noszący
znaki SP-AJU. W miejscu tylnej kabiny, w której zlikwidowano okna,
zainstalowany był dodatkowy zbiornik paliwa o pojemności 300 litrów, a w skrzydłach dwa dalsze
zbiorniki po 113 litrów, co zwiększyło ogólną pojemność zbiorników do 752
litrów.
Na takim właśnie samolocie RWD-5bis pilot Stanisław Skarżyński odbył słynny lot przez Atlantyk. Wydarzenie to odbiło się szerokim echem na całym świecie i po Challenge 1932 było kolejnym wielkim sukcesem polskiego lotnictwa.
Z tego względu warto opowiedzieć nieco więcej o pilocie i o jego
wyczynie.
Stanisław Jakub
Skarżyński urodził się 1 maja 1899 roku w Warcie (w powiecie sieradzkim). Od lat młodzieńczych interesował się lotnictwem i
modelarstwem lotniczym oraz działał w szkolnych organizacjach
niepodległościowych.
W latach 1916–1917 był członkiem Polskiej Organizacji Wojskowej. W sierpniu
1918 roku rozpoczął studia na Wydziale Chemii Politechniki Warszawskiej a już w listopadzie
tego roku wstąpił ochotniczo do Wojska Polskiego, dowodził akcją
rozbrajania żołnierzy niemieckich i przejmowania od Niemców władzy rodzinnym mieście - w
Warcie. Walczył w wojnie polsko-bolszewickiej w pułku Strzelców Kaniowskich, uzyskując w
1919 roku stopień podporucznika. Został postrzelony, lecz po wyleczeniu
powrócił na front. 16 sierpnia 1920 roku został poważnie ranny w nogę w bitwie pod Radzyminem.
Za udział w tej bitwie otrzymał Krzyż Srebrny Orderu Virtuti Militari. Zakażona rana
wymagała długiej i uciążliwej rekonwalescencji. Choć Skarżyńskiemu udało się
uniknąć trwałego inwalidztwa, to od tej pory utykał na nogę. Lotnicza kariera
Skarżyńskiego zaczęła się w efekcie zbiegu okoliczności, gdyż na skutek
niezdolności do dalszej służby w piechocie, jedyną szansę na pozostanie w
wojsku znalazł w lotnictwie, chociaż i tam początkowo lekarze wojskowi stawiali
mu przeszkody.
Pierwsze kroki pilotażowe stawiał w Szkole Pilotów w Bydgoszczy. Podczas pierwszego lotu jego samolot zapalił się, udało mu się jednak wylądować. Szkołę lotniczą ukończył w roku 1925, po czym uzyskał przydział do 1 pułku lotniczego w Warszawie. 12 kwietnia 1927 roku został mianowany kapitanem. Od czerwca 1928 do stycznia 1930 roku dowodził 12 eskadrą liniową. W tym czasie odbył również staż w lotnictwie rumuńskim. Jego ideą stały się wkrótce dalekie przeloty sportowe.
Między 1 lutego a 5
maja 1931 roku, wraz z porucznikiem Andrzejem Markiewiczem wykonał na polskim samolocie PZL Ł.2 (SP-AFA)
rajd dookoła Afryki,
pokonując dystans 25 770 kilometrów. Dzięki temu stał się lotnikiem znanym w
Polsce i na świecie. Trasa przelotu obejmowała m.in. Warszawę, Belgrad, Ateny, Kair, Chartum, Kisumu, Abercon, Elisabethville, Luebo, Leopoldville, Lagos, Abidżan, Bamako, Dakar, Port Etienne, Agadir, Villa Cisneros, Casablancę, Alicante i Paryż.
Lot obfitował w wiele problemów z silnikiem, który dwa razy był demontowany z
płatowca. W pobliżu miejscowości Ribérac we Francji,
doszło np. do urwania tłoka w cylindrze i Skarżyński dokonał trudnego lądowania
awaryjnego na zboczu polanki wśród zadrzewionych pagórków. Nie zdecydował się
jednak na wymianę poważnie uszkodzonego silnika, chciał wrócić na tym samym,
naprawionym.
Rajd dookoła Afryki był tylko przymiarką do większego wyzwania. 8
maja 1933 roku na jednomiejscowym samolocie polskiej konstrukcji, RWD-5bis (znaki
SP-AJU), adaptowanym do dalekiego lotu, jako pierwszy Polak przeleciał nad
południową częścią Oceanu Atlantyckiego z zachodniego
wybrzeża Afryki (z Saint Louis w Senegalu)
do Maceio w Brazylii.
Wystartował do lotu 7
maja o godzinie 23:00. Przelot trwał 20 godzin i 30 minut, z czego 17 godzin i
15 minut nad samym oceanem. W ten sposób – wynikiem 3582 kilometrów – ustanowił
międzynarodowy rekord odległości w klasie C kategorii samolotów turystycznych,
o masie własnej do 450 kg. Do legendy przeszedł m.in. fakt, iż Skarżyński odbył
lot w garniturze, a nie w kombinezonie pilota.
Za swój wyczyn otrzymał w 1936 roku od Międzynarodowej Federacji Lotniczej (FAI) Medal Louisa Blériota za rekord
odległości. W pierwszej edycji medal przyznawany był za rekordy prędkości,
pułapu i odległości lotu w lotnictwie lekkim.
Przelot nad południowym
Atlantykiem był tylko etapem na trasie Warszawa–Rio de Janeiro, pokonanej między 27 kwietnia a 24 czerwca 1933 roku.
Całkowita długość trasy wynosiła 17 885 kilometrów. W Brazylii odwiedził też
inne miasta, entuzjastycznie witany przez mieszkańców, zwłaszcza przez
tamtejsze skupiska Polonii. Następnie poleciał do rodaków w Buenos Aires.
Do Europy powrócił
statkiem. Statkiem przypłynął też jego
„rekordowy” samolot RWD-5bis. Przypłynęli do Francji a następnie z
francuskiego Boulogne odleciał nim do Warszawy (z międzylądowaniem
na podłódzkim lotnisku „Lublinek”, gdzie powitała go żona.
Rajd o łącznej długości 18 305 km zakończył się 2 sierpnia 1933
roku.
Trwała dobra passa polskich lotników i konstruktorów
lotniczych. Aeroklub Polski
przygotowywał się do kolejnych międzynarodowych zawodów lotniczych Challenge
1934, które po zwycięstwie Franciszka Żwirki i Stanisława Wigury w poprzednich
zawodach, miały być zorganizowane w Polsce.
Międzynarodowe Zawody Samolotów
Turystycznych Challenge 1934 odbyły się w dniach 28 sierpnia – 16 września 1934 roku
w Warszawie.
Był to czwarty konkurs z cyklu Challenge organizowany przez Międzynarodową Federację Lotniczą.
Zawody przygotował Aeroklub Polski, ponieważ to ekipa polski – Franciszek Żwirko i Stanisław Wigura – zwyciężyła w ich
poprzedniej edycji.
Tak jak poprzednio zawody składały się z trzech osobno
punktowanych konkurencji: prób technicznych samolotów, próby szybkości
maksymalnej oraz lotu okrężnego wokół Europy. Trasa lotu okrężnego liczyła tym
razem ponad 9,5 tys. kilometrów i została wytyczona wokół Europy i północnej
Afryki. Jako że głównym celem zawodów było promowanie lotnictwa turystycznego,
tym razem w ocenach położono nacisk na wydajność i jakość samolotów biorących w
nich udział. Ale i tak najważniejsze okazały się umiejętności pilotów.
Ceremonia otwarcia odbyła się 28 sierpnia 1934 roku na lotnisku, na Polu Mokotowskim w Warszawie. Organizatorzy
na potrzeby zawodów oddali dwa lotniska. Stare lotnisko na Polu Mokotowskim i
nowe oddane rok wcześniej na Okęciu. Jednak większość imprez miała odbyć się na
Polu Mokotowskim. Na potrzeby startujących ekip i widzów Lotnisko Mokotowskie
zostało odpowiednio zmodernizowane, wyznaczono parkingi, widzowie dostali
miejsca siedzące na trybunach (była też, oczywiście, możliwość korzystania z
miejsc stojących).
W trakcie pokazów przed zawodami polski samolot PZL.P.7a uległ
rozbiciu podczas akrobacji. Pilot przeżył, trafił
do szpitala i impreza nie została przerwana.
Liczba ekip i samolotów
biorących udział w Challenge 1934, była mniejsza niż w poprzedniej edycji.
Zawodnicy przylatywali do Warszawy na Pole Mokotowskie do południa 28 sierpnia
1934 roku.
Za zdobycie pierwszego
miejsca w zawodach przewidziano nagrodę w wysokości 100 tysięcy franków francuskich, za drugie miejsce 40 tysięcy, za trzecie 20 tysięcy, za
czwarte 10 tysięcy oraz po 6 tysięcy franków dla pozostałych 15 ekip.
W dniu otwarcia na starcie zjawili się
reprezentanci czterech aeroklubów narodowych w sile trzydziestu ośmiu maszyn,
jednak ostatecznie do zmagań przystąpiły 34 ekipy. Tak jak poprzednio każda ekipa składała się z dwóch osób: pilota
i mechanika.
W Challenge 1934 brały
udział ekipy z zaledwie czterech krajów: z Polski, Niemiec, Włoch i Czechosłowacji.
Zespół francuski,
składający się z ośmiu ekip, musiał zrezygnować z udziału w zawodach, ponieważ
konstrukcja samolotu Caudron C.500 nie
została dokończona na czas, a ponadto samolot zbyt dużo ważył.
Na Challenge 1934 wszystkie kraje przygotowały nowe samoloty
mające sprostać wygórowanym wymaganiom. Wszystkie samoloty były jednopłatowcami konstrukcji
mieszanej bądź metalowej z 3 lub 4 siedzeniami w zamkniętej kabinie oraz
posiadały zaawansowaną technologię konstrukcji skrzydeł.
Polskę reprezentowało 11
załóg latających na samolotach RWD-9 (6
maszyn) i PZL-26 (5 maszyn), skonstruowanych specjalnie na zawody
Challenge. Były to ulepszone samoloty RWD-6 i PZL-19.
Przygotowania do Challenge'u w 1934 roku rozpoczęły się rok
wcześniej. Inżynierowie, Rogalski i Drzewiecki (Wigura już nie żył) podjęli
pracę nad przygotowaniem następcy RWD-6.
Tak właśnie powstał RWD-9.
Podobne prace trwały w Państwowych Zakładach Lotniczych. Tamtejsi inżynierowie
zmodyfikowali na potrzeby imprezy PZL-19.
Wynikiem tej pracy był PZL-26.
Ostatecznie Aeroklub Rzeczypospolitej Polskiej wystawił do zawodów sześć
samolotów RWD–9 i pięć PZL– 26.
Czechosłowacy do zawodów wystawili cztery samoloty: dwa Aero A.200 i dwa polskie RWD (RWD–9). Włosi wystawili dwie
maszyny Pallavicino PS-1 oraz
po dwa samoloty Breda Ba.39 i Ba.42.
Największy konkurent i uznawany za faworyta, Aeroklub Niemiec
zgłosił piętnaście samolotów. Było to sześć Messerchmitów BF–108, pięć
samolotów Fieseler–97 i cztery
samoloty Klemm–36.
Regulamin bardzo dokładnie precyzował
porządek rozgrywanych konkurencji. Zawody
przewidziane były jako konkurs samolotów turystycznych, więc maszyny biorące w
nich udział musiały wziąć na swój pokład co najmniej dwie osoby, wystartować i
wylądować na krótkim pasie startowym i przelecieć określony dystans z dobrą
prędkością.
29 sierpnia rozpoczęła się ocena techniczna
maszyn biorących udział w zawodach. Jako że był to konkurs nastawiony na
samoloty turystyczne, to nagradzano również takie cechy jak: wygodna kabina z
dobrą widocznością, obecność trzeciego i czwartego fotela, bogaty zestaw
wskaźników, wygodę i szybkość uruchamiania silnika, łatwość składania skrzydeł,
urządzenia podwyższające poziom bezpieczeństwa oraz nowoczesną konstrukcję z
użyciem metalu. Sędziowie oceniali samoloty a
inżynierowie i piloci przeżywali związane z tym emocje.
Wszystkie niemieckie i włoskie samoloty, a także de Havilland
przekroczyły narzucony limit masy pustego samolotu, wynoszący 560 kg, w związku
z czym niektóre zbyteczne części musiały zostać rozmontowane.
Pierwszą próbą było
szybkie uruchamianie silnika. Większość samolotów zdobyło maksymalną liczbę
punktów.
W dniach 3–4 września
odbywały się próby krótkiego startu. Należało przelecieć nad bramą o wysokości
8 metrów. W tej konkurencji najlepszy wynik osiągnął Czech Vojtěch Žaček, który
wystartował z najkrótszego dystansu, tj. 74,5 m samolotem Aero A.200; za nim
uplasował się Jerzy Bajan na samolocie RWD-9 oraz Jan Ambruš również na
A.200.
Polskie samoloty RWD-9 i PZL.26 oraz niemieckie Fieseler Fi 97
także osiągnęły dobre wyniki, natomiast włoskie oraz pozostałe niemieckie
samoloty okazały się znacznie gorsze, z rezultatami powyżej 100 m. Dla
porównania, najlepszy rezultat z zawodów Challenge 1932 wyniósł 91,6 m.
Prasa i radio na bieżąco informowały o zajmowanych miejscach wraz z
punktacją. Polacy mieli powody do radości, RWD nie zwiodły. 6 września podano
punktację: Jerzy Bajan miał 994 punkty. Gorszy od niego był Tadeusz Karpiński,
na trzecim miejscu uplasował się Stanisław Płonczyński. Czwarte miejsce
przypadło niemieckiej załodze.
Pora w tym miejscu przybliżyć nieco
postacie głównych bohaterów biorących udział w zawodach Challenge
International de Tourisme 1934.
Jerzy Bajan urodził się 4 czerwca 1901 roku we Lwowie.
Był więc rówieśnikiem Stanisława Wigury. Kształcił się w Stanisławowie.
Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości, w wieku 17 lat w 1918 roku wstąpił
do nowo organizowanego Wojska Polskiego. Podczas wojny polsko-ukraińskiej uczestniczył
w obronie Lwowa jako jeden z "Orląt Lwowskich". Służąc w kawalerii, następnie
w piechocie, walczył też w 1920 roku w wojnie polsko-bolszewickiej, w kampanii kijowskiej, jako żołnierz
piechoty.
20 lipca 1922 roku został mianowany podporucznikiem w
korpusie oficerów aeronautycznych i wcielony do 3 pułku lotniczego w Poznaniu. Pomimo
początkowych problemów zdrowotnych, ukończył Oficerską Szkołę Lotniczą w Grudziądzu oraz
kurs wyższego pilotażu w Szkole Pilotów w Bydgoszczy jako
pilot myśliwski. Został awansowany do stopnia porucznika.
Od 1927 roku służył w eskadrze myśliwskiej pułków
lotniczych w Lidzie a później w Krakowie. W 1931 roku awansował na kapitana w
korpusie oficerów zawodowych aeronautyki.
Podczas służby w
eskadrze myśliwskiej, jego pasją, którą wciąż doskonalił, stała się akrobacja lotnicza. Bajan stał się twórcą
akrobacji zespołowej w Polsce. Razem z Karolem Pniakiem i Stanisławem Mackiem
sformował zespół nazywany „trójką krakowską” lub „trójką Bajana”, prezentujący
figury akrobacji na trzech samolotach myśliwskich PWS-A,
których skrzydła były połączone ze sobą sznurami podczas lotu.
Oprócz pokazów, zaczął również uczestniczyć w zawodach lotniczych.
W lipcu i sierpniu
1930 roku, na samolocie RWD-4, wziął udział w zawodach samolotów
turystycznych Challenge 1930, dobierając sobie jako członka
załogi szefa mechaników eskadry Gustawa Pokrzywkę, z którym często latał w załodze. W zawodach Challenge
1930 zajął dopiero 32 miejsce, lecz wtedy osiągnięciem było samo ukończenie
tych trudnych zawodów.
W 1931 roku zwyciężył w konkursie akrobacji na mityngu lotniczym
w Zagrzebiu.
W dniach 22–31 lipca 1932 roku, na prototypie samolotu PZL.P.11,
wziął udział w III Międzynarodowym Mityngu Lotniczym w Zurychu.
W tych zawodach, nazywanych wyścigiem alpejskim, Jerzy Bajan zdobył drugie
miejsce pokonując myśliwce z kilku krajów.
W 1932 roku ponownie
wziął udział w zawodach Challenge. W tych, tak udanych dla Polski zawodach, Jerzy Bajan na
samolocie PZL.19,
uplasował się ostatecznie na 11 miejscu (na 43 załogi). Nie był to zły wynik,
ale Bajan nie był z niego zadowolony.
Czekając na te prestiżowe
zawody, w maju 1933 roku wziął udział z P. Dudzińskim na samolotach PZL.19 w
zlocie gwiaździstym na I Międzynarodowy Lot Alpejski do Wiednia, pokonując w
dwóch etapach rekordową trasę Warszawa-Charków-Leningrad-Lwów-Wiedeń i
zdobywając I miejsce w tym zlocie. Podczas samego Lotu Alpejskiego, na skutek
silnego podmuchu wiatru, wkrótce po starcie, koło Treibach, samolot Bajana i
Pokrzywki spadł na drzewo i spłonął; na szczęście obaj lotnicy zdołali
wyskoczyć.
W końcu przyszło mu
kolejny raz zmierzyć się z konkurentami w zawodach Challenge 1934. Mechanikiem
został latający z nim często, doświadczony Gustaw Pokrzywka, z którym brał już
udział w obu poprzednich Challenge’ach i w I Międzynarodowym Zlocie
Gwiaździstym do Wiednia i Locie Alpejskim w 1933roku.
Innym reprezentantem polskiej ekipy w zawodach Challenge 1934 był
pilot komunikacyjny, sportowy i wojskowy Stanisław Płonczyński. Urodził się 2
lutego 1900 roku w Warszawie, w 1916 ukończył gimnazjum, a następnie kurs
techniczny na Wolnej Wszechnicy.
Po odzyskaniu niepodległości przez Polskę, od 1918 roku służył
w Wojsku Polskim, w sztabie na Zamku Królewskim w Warszawie. Usiłował w
tym czasie przenieść się do lotnictwa, lecz dopiero w 1921 roku dostał się
do Niższej Szkoły Pilotów w Bydgoszczy,
którą ukończył, mimo rozbicia się w locie szkolnym na samolocie Caudron G.III.
W 1922 roku został skierowany do Wyższej Szkoły Pilotażu w Grudziądzu,
którą ukończył we wrześniu 1923 roku. Służył w 7 eskadrze myśliwskiej im. Tadeusza Kościuszki w
Warszawie a także jako instruktor w eskadrze treningowej. Pod koniec 1924 roku
został zdemobilizowany w stopniu plutonowego.
Od stycznia 1925
rozpoczął pracę jako pilot komunikacyjny w polskim lotnictwie cywilnym: w przedsiębiorstwie Aerolot,
a następnie w utworzonych od 1 stycznia 1929 roku Polskich Liniach Lotniczych Lot. Latał
również sportowo, odnosząc spore sukcesy.
Znalazł się w pierwszej
polskiej reprezentacji wystawionej na zawody samolotów turystycznych Challenge w
1930 roku. Lecąc samolotem RWD-2, ukończył zawody na 19 miejscu, jako najlepszy z Polaków
(z 12 polskich załóg zawody ukończyły wówczas tylko 4).
Zakwalifikował się na kolejne zawody Challenge w 1932 roku, lecz nie wziął w nich udziału, gdyż przewidziany dla
niego jeden z trzech samolotów RWD-6 został rozbity
podczas prób fabrycznych.
Później, wraz z mechanikiem
Stanisławem Ziętkiem, miał wystartować w zawodach Challenge 1934,
na samolocie RWD-9S,
i zamierzał pokazać co potrafi.
Kolejnym, bardzo doświadczonym pilotem, który również wystartował
w tych zawodach był Ignacy Giedgowd, którego nazwisko kilkakrotnie przewijało
się już w tym opowiadaniu. Urodził się w 1897 roku, był więc tylko dwa lata
młodszy od Franciszka Żwirki.
Podczas nauki w gimnazjum działał w polskim podziemnym harcerstwie, po wybuchu I wojny światowej został powołany w lutym 1915 roku do odbycia służby w armii carskiej.
Otrzymał przydział do pułku piechoty i został skierowany do szkoły
oficerskiej w Oranienburgu, którą ukończył w 1916 roku.
Walczył na frontach I wojny światowej a po rewolucji w 1917 roku wstąpił
do Związku Wojskowych Polaków w Petersburgu.
Od 15 listopada 1918 roku służył w polskich oddziałach w Murmańsku,
skąd został ewakuowany do Francji. W lutym 1919 roku wstąpił do błękitnej armii generała Józefa Hallera. Został skierowany na kurs pilotażu w Istres,
który ukończył w czerwcu 1919 roku.
W 1919 roku powrócił do
Polski z oddziałami armii Hallera i otrzymał przydział do eskadry wywiadowczej. 24 kwietnia 1920
roku w jej składzie wyruszył na front wojny polsko-bolszewickiej. 10 czerwca
wykrył i zaatakował balon obserwacyjny Armii Czerwonej koordynujący ogień artylerii pociągu pancernego. Udało mu się go uszkodzić i
pozbawić nieprzyjaciela możliwości prowadzenia obserwacji przez kilka dni. W
październiku 1920 roku wykonał ostatnie ze swych 34 lotów bojowych.
Po zakończeniu działań
wojennych pozostał w Wojsku Polskim i ostatecznie został przeniesiony do 1. pułku lotniczego w Warszawie.
Zaangażował się w działalność sportową i brał udział w imprezach o charakterze
lotniczym. W 1922 roku uczestniczył w pierwszych Międzynarodowych Zawodach
Lotniczych zorganizowanych przez Aeroklub Szwajcarii,
na które dotarł lotem nad Alpami. Podczas tych zawodów, w załodze z Ignacym
Krzyczkowskim, zajął czwarte miejsce w konkursie bombardowania. Od maja 1925
roku pełnił funkcję dowódcy eskadry treningowej 1 pułku lotniczego.
Na samolocie PZL.5 wystartował w Międzynarodowych Zawodach Samolotów Turystycznych Challenge 1930, gdzie zajął 33
miejsce. W 1932 roku, w kolejnych zawodach Challenge 1932, tak udanych dla
Polaków, wystartował na samolocie PZL.19 i
zajął już 18 miejsce.
W zawodach Challenge
1934, organizowanych w Warszawie, również chciał na swym samolocie PZL.26 pokazać się z jak najlepszej strony.
Wracajmy jednak do samych zawodów.
7 września wszystkie załogi pokołowały na start do najtrudniejszej
w tych zawodach, morderczej próby zarówno dla nich, jak i dla ich maszyn, czyli
lotu okrężnego wokół Europy.
Trasa całego lotu liczyła tym razem ponad 9,5 tysiąca kilometrów (w 1932 roku było to 7363,2 km).
Dystans był zdecydowanie większy od tego z przed
dwóch lat. Regulamin zakładał, że punktowana szybkość maszyn ma wynosić 210
km/h.
W 1934 roku trasa zaznaczona na mapie biegła wokół Europy i nad
wybrzeżem północnej Afryki.
Główne etapy to: Warszawa – Królewiec
– Berlin – Kolonia – Bruksela – Paryż – Bordeaux – Pau – Madryt – Sewilla –
Casablanca – Meknes – Sidi Bel Abbes – Algier – Biskira – Tunis – Palermo –
Neapol – Rzym – Rimini – Zagrzeb – Wiedeń – Brno – Praga – Katowice – Lwów –
Wilno – Warszawa.
Aby pokonać taką odległość potrzebna
była zgodna współpraca aeroklubów wielu państw.
Na tak trudnej trasie część maszyn musiała odpaść z konkurencji. Odpadł zdyskwalifikowany Karpiński. Mógł już tylko pomagać i wspierać kolegów. Przymusowo lądowało na trasie trzech innych, polskich pilotów. Tempa nie wytrzymywali ludzie i maszyny. Dzielnie poczynała sobie załoga: Jerzy Bajan z mechanikiem Gustawem Pokrzywką - doświadczona ekipa, która brała już udział w poprzednich zawodach.
Rywalami Polaków byli Włosi i Niemcy. 14 września na przedostatnim etapie, Katowice – Wilno, pierwszy wylądował i wystartował samolot PZL-26 pilotowany przez Ignacego Giedgowda. Pozostawał do zrobienia jeszcze jeden, już ostatni etap: Wilno – Warszawa. Na miejscu startu znalazło się 20 lotników. Dotychczasowe wyniki były bardzo obiecujące. Łączną tabelę punktową otwierał Jerzy Bajan z 1861 punktami, na drugim miejscu był Stanisław Płonczyński z 1821 punktami a trzecie miejsce z 1809 punktami przypadało Niemcowi, Hansowi Seidemannowi. Niemiec zajmował to miejsce po definitywnym wycofaniu Karpińskiego.
Przedstawicie Aeroklubu III Rzeszy byli pewni zwycięstwa. Byli przekonani, że Polacy ulegną, bo mieli maszyny wolniejsze od ich samolotów. Klemmy były szybsze od RWD. Rywalizacja była pasjonująca. Ostatni etap zakładał przelot na maksymalnej prędkości.
Polska para Jerzy Bajan – Gustaw Pokrzywka już nabrała wysokości i pędziła w stronę Warszawy. W powietrzu byli już także Stanisław Płonczyński i Hans Seidemann. Dla widzów oczekujących na lotnisku rozpoczęły się nerwowe, finałowe chwile. Czekali z niecierpliwością. Gdy nad lotniskiem pojawił się górnopłat, emocje sięgnęły zenitu. Na pewno leciał Polak, bo Klemm, samolot Seidemanna, był dolnopłatem. Tylko nie było jeszcze wiadomo kto pilotuje ten samolot. Gdy nadleciał bliżej wszystko było już jasne. Był to RWD–9 z numerem startowym na burcie 71 - a więc, byli to Bajan i Pokrzywka. To oni wygrali zawody.
Chwilę późnej metę przekroczyła druga polska załoga. Płonczyński – Ziętek. Gdy już byli na ziemi, nadlecieli Niemcy. Sedemann pilotujący dolnopłat Klemma zajął trzecie punktowane miejsce.
Zwycięzcami klasyfikacji generalnej
była polska załoga w składzie: pilot Jerzy Bajan i
mechanik Gustaw Pokrzywka.
Oprócz zwycięskiej załogi Bajan–Pokrzywka, w pierwszej dziesiątce
uplasowały się jeszcze dwa składy polskie, także na RWD-9: na drugim i na
siódmym miejscu (Stanisław Płonczyński i Jan Buczyński). Kolejny samolot RWD
oraz dwa kolejne PZL-26 znalazły się w drugiej dziesiątce. Ignacy Giedgowd
ostatecznie znalazł się na 17 miejscu.
Dzięki zwycięstwu Bajana
i Pokrzywki, Polska otrzymała prawo organizacji następnych zawodów z cyklu
Challenge, które miały odbyć się w 1936 roku. Gdyby sukces z 1932 oraz 1934
roku został powtórzony, puchar zawodów zostałby przyznany Polsce na własność.
Jednak zawody Challenge 1936 już się nie odbyły. Polska, jako
zwycięzca, zrezygnowała z ich organizacji ze względu na koszty, natomiast
pozostałe państwa, przewidując zbliżającą się wojnę, przesunęły swe
zainteresowania z samolotów turystycznych na korzyść rozwoju samolotów
wojskowych. Wobec braku możliwości
kontynuacji zawodów postanowiono triumfatorowi ostatniej edycji, czyli Polsce,
przyznać Puchar Przechodni na stałe. Kapitan pilot Jerzy Bajan i mechanik
sierżant Gustaw Pokrzywka przeszli do historii lotnictwa jako zwycięzcy
ostatnich Międzynarodowych Zawodów Samolotów Turystycznych Challenge,
rozegranych w 1934 roku.
Zwycięstwa w Challenge były wielkimi triumfami
Polski na arenie międzynarodowej i przyczyniły się do popularyzacji lotnictwa
wśród polskiego społeczeństwa. Rozbudziły się wielkie nadzieje; hojność
społeczeństwa i instytucji była ogromna, jednak równie ogromne były potrzeby.
Świetne wyniki polskich ekip przyczyniły się między innymi do powstania lotniska w Lublinie i znajdującej się przy
nim cywilnej szkoły pilotów Ligi Obrony Powietrznej i Przeciwgazowej. Były to wielkie dni polskiego lotnictwa i rodzimego
przemysłu lotniczego.
***************************************************************************
Równie ciekawe były dalsze losy wszystkich bohaterów biorących
udział w zawodach Challenge.
Zwycięstwo w tych zawodach Challenge 1934 uczyniło Jerzego Bajana
jednym z najpopularniejszych lotników w Polsce.
Po wybuchu II wojny światowej, już 2 września, podczas
niemieckiego nalotu bombowego na Dęblin, Jerzy Bajan został ciężko raniony
odłamkiem bomby w lewą rękę, po czym utracił do końca życia władzę w dłoni.
Wraz z innymi polskimi pilotami, przedostał się w 1940 roku do Francji a następnie
do Wielkiej Brytanii. W brytyjskich siłach powietrznych RAF, z uwagi na
niepełnosprawność, pełnił tylko funkcje sztabowe. Wtedy sporządził sobie hak
mocowany do lewej dłoni, dzięki czemu mógł częściowo obsługiwać przyrządy
sterownicze samolotu i okazjonalnie w dalszym ciągu latać. Początkowo służył w
Inspektoracie Polskich Sił Powietrznych. Był pierwszym polskim oficerem
łącznikowym w sztabie dowództwa szkolenia lotniczego RAF (dowódcą
polskiego lotnictwa szkolnego). W 1942 roku brał udział w lotach bojowych
w 316 dywizjonie myśliwskim. Od 1 czerwca 1943 roku, po śmierci Stefana Pawlikowskiego, Jerzy Bajan został
polskim oficerem łącznikowym w sztabie dowództwa lotnictwa myśliwskiego RAF Fighter Command.
Stanowisko to – faktycznie dowódcy polskiego lotnictwa myśliwskiego,
pełnił do końca istnienia tej funkcji. Uzyskał w tym czasie awans do stopnia
pułkownika. W czasie II wojny światowej wykonał łącznie 28 lotów bojowych i 4
operacyjne, za co odznaczony został dwukrotnie Krzyżem Walecznych.
Po wojnie, pozostał na emigracji w Londynie, utrzymując się z
renty. Działał w Stowarzyszeniu Lotników Polskich w Wielkiej Brytanii, będąc
przez pewien okres jego prezesem, następnie przewodniczącym Komitetu
Wykonawczego Stowarzyszenia. Pod koniec życia cierpiał na chorobę Parkinsona, która uniemożliwiała mu
poruszanie i porozumiewanie się.
Zmarł 27 czerwca 1967 w Londynie.
Gustaw Pokrzywka we wrześniu 1939 roku służył jako oficer
techniczny w dywizjonie myśliwskim. 17 września
przekroczył granicę polsko-rumuńską i
został internowany w Rumunii.
Po ucieczce z obozu internowania, przez Bejrut dostał
się do Francji,
gdzie w marcu 1940 roku został przydzielony, jako oficer techniczny Polskich Sił Powietrznych we Francji, do
klucza bojowego w Chateauroux. W czerwcu 1940 roku, w obliczu
klęski Francji, na awionetce Simons (złożonej przez siebie z dwóch rozbitych
maszyn tego typu) poleciał do Wielkiej Brytanii i wstąpił do RAF. W tym samym roku ukończył kurs
instruktorów mechaników i został przydzielony do komisji kwalifikującej
personel techniczny. W latach 1942–1943 służył w polskiej eskadrze zgrywania
załóg.
11 lipca 1947 roku wrócił do Polski. Do 1950 roku pracował w
fabryce czekolady Piasecki, później w Zakładach Przemysłu Cukierniczego "22 Lipca". W 1965 roku przeszedł na rentę.
Mieszkał w Krakowie, gdzie zmarł w 1987 roku.
Stanisław Płonczyński przed wojną pracował w lotnictwie
komunikacyjnym. To on, odbywając kolejny lot w przedsiębiorstwie PLL Lot, w
maju 1937 roku przeleciał pierwszy milion kilometrów pokonanych w polskim
lotnictwie komunikacyjnym.
Po wybuchu II wojny światowej, we wrześniu 1939 roku doprowadził
do Bukaresztu w
Rumunii polski samolot pasażerski Junkers Ju52.
Następnie przez Jugosławię i Grecję dostał się do Francji, gdzie został
instruktorem lotniczym w tworzonych polskich jednostkach, a po upadku Francji również
trafił do Wielkiej Brytanii. Przez pewien czas latał jako pilot w 304 dywizjonie bombowym Ziemi Śląskiej im. księcia Józefa Poniatowskiego,
następnie służył jako instruktor.
Od listopada 1941 roku służył w brytyjskim wojskowym lotnictwie
transportowym Ferry Command, rozprowadzając samoloty w locie z zakładów
w Kanadzie do jednostek w Europie, Afryce i Azji. Przy tej okazji 38 razy przelatywał
nad Atlantykiem.
W czerwcu 1947 roku powrócił do Polski i ponownie podjął pracę w PLL Lot, latając jako pilot
samolotów pasażerskich. Od 1957 roku kierował sekcją treningu i wyszkolenia
personelu latającego. W 1960 ukończył przeszkolenie w ZSRR na samoloty turbośmigłowe, a w 1964 odszedł z pracy
na emeryturę. Ogółem przeleciał 3,5 mln kilometrów, w powietrzu spędził 14
tysięcy 580 godzin. Zmarł 8 marca 1974 w Warszawie na skutek obrażeń doznanych
w wypadku.
Ignacy Giedgowd po wybuchu II wojny światowej przedostał się
przez Rumunię do
Francji. Został mianowany dowódcą eskadry treningowej w bazie Polskich Sił Powietrznych w ośrodku Bron pod Lyonem. Po upadku Francji został ewakuowany
do Wielkiej Brytanii i wstąpił do RAF.
W listopadzie 1940 roku otrzymał przydział do jednostki
rozprowadzającej samoloty w Takoradi (w Ghanie). 21 grudnia 1940 roku powrócił do Wielkiej Brytanii, przeszedł
przeszkolenie w pilotażu samolotów wielosilnikowych i otrzymał przydział do 271
dywizjonu RAF, gdzie wykonywał loty transportowe. Podczas jednego z takich
lotów wodował przymusowo na Atlantyku.
Został uratowany po trzech dobach.
W lutym 1944 roku otrzymał przydział do 24 dywizjonu RAF i w jego
składzie latał do końca wojny. Po zakończeniu działań wojennych nie zdecydował
się na powrót do Polski i wyemigrował do Kanady,
gdzie zmarł 25 stycznia 1974 roku.
Stanisław Skarżyński, pierwszy Polak, który przeleciał Atlantyk,
ustanawiając przy tym światowy rekord odległości lotu, w kwietniu 1939 roku
został prezesem Aeroklubu Rzeczypospolitej Polskiej.
W sierpniu 1939 roku, w czasie mobilizacji alarmowej
objął stanowisko szefa sztabu w Dowództwie Lotnictwa i Obrony
Przeciwlotniczej Armii „Pomorze” i pełnił je w czasie kampanii wrześniowej. Po przegranej wojnie, w sierpniu
1939 roku został skierowany do Rumunii jako zastępca attache lotniczego, gdzie organizował przerzuty polskich lotników do Francji.
Następnie w 1940 roku sam się tam przedostał i brał udział w
organizacji lotnictwa polskiego. Po upadku Francji kierował ewakuacją polskich
pilotów z Saint-Jean-de-Luz do Wielkiej Brytanii, gdzie został mianowany komendantem Polskich Szkół Pilotów
w Hucknall a
potem w Newton. Na jego prośbę, skierowano go do odbycia tury lotów bojowych
jako Dowódcę Bazy Lotniczej RAF Lindholme i pilota w polskim 305 Dywizjonie Bombowym.
Zginął 26 czerwca 1942 roku, po północy, w czasie powrotu z
wielkiego nalotu na Bremę, lecąc jako pilot w składzie załogi bombowca Vickers Wellington Mk II. Maszyna trafiona
w silnik, na skutek uszkodzeń przymusowo wodowała na Morzu Północnym u wybrzeży Anglii. Podczas
ewakuacji załogi do tratwy ratunkowej, Skarżyński wyszedł jako ostatni na inną
niż pozostali część skrzydła tonącego samolotu, został zmyty przez falę i
utonął jako jedyny członek tej załogi (pozostali się uratowali). Po
odnalezieniu ciała, został pochowany z honorami na cmentarzu żołnierzy
alianckich w miejscowości West-Terschelling na
wyspie Terschelling w Holandii (Wyspy Fryzyjskie).
Boguszów-Gorce, styczeń 2024
P.s. Wszystkie prezentowane znaczki
pocztowe pochodzą ze zbiorów autora, a zdjęcia samolotów ze zbiorów Wikimedia
Commons
Komentarze
Prześlij komentarz